czwartek, 29 marca 2012

Dlaczego Anne Hathaway wygląda jak Azjatka?

Trafiłam dzisiaj na ten filmik i chyba odpowiedział na pewną kwestię, z którą borykam się od jakiegoś czasu:



Jak wiecie, często irytuję się, jak ktoś mówi "wyglądasz jak Azjatka". Ale jest druga część tej historii, o której do teraz nie wspominałam... Większość moich znajomych Azjatów będzie z pasją i przekonaniem mówić "wyglądasz jak Anne Hathaway" (ewentualnie Zoe Deschanel lub Elen Page). I też mnie to irytuje, bo do pięknej Anne mi daleko ;). Ja nie miałabym absolutnie nic przeciw, gdybym mogła być do niej podobna ;P. Szczerze mówiąc, jak pierwszy raz usłyszałam porównanie do Anne Hathaway, wydawało mi się, że osoba, która to powiedziała, się ze mnie nabija... Ale kiedy sytuacja zaczęła się powtarzać w kółko, dotarło do mnie, że Azjaci naprawdę wierzą w to podobieństwo.

Więc skoro Polacy widzą we mnie Azjatkę, Azjaci widzą we mnie Anne Hathaway... czy oznacza to, że Anne Hathaway ma rysy azjatyckie? ;D (według rachunku logicznego jeśli A=B i C=B, to A=C) ;D



Co śmieszniejsze, mój mąż też słyszy, że wygląda jak DiCaprio albo Harry Potter... I zdarza się to nagminnie. Wystarczy iść do sklepu, żeby ekspedientki rozpływały się na "DiCarpiem" ;p

Para przedstawiona w załączonym filmiku tłumaczy to zjawisko tak: ponieważ wyrastamy w kulturach, w których mamy relatywnie małą styczność z innymi typami urody, nie mamy wystarczającej wiedzy o alternatywnych rysach czy budowie ciała, więc w naszej uproszczonej rzeczywistości każdy Azjata wygląda podobnie, zaś dla Azjatów wszyscy Europejczycy wyglądają tak samo. Dlatego pan z filmiku słyszy komplementy, że wygląda jak David Beckham.

Dodatkowo działa siła sugestii, stereotypowania, itd. Dostaję od Was często maile z pytaniami, jak to w ogóle możliwe, aby rozróżniać Azjatów... przecież wszyscy wyglądają tak samo. Przyznam, że kiedy przyjechałam do Singapuru na początku miałam problem z odróżnianiem ludzi. Każda kobietka wyglądała dla mnie jak moja współlokatorka Stacy ;P. Teraz, po 3,5 roku nie tylko każdy Azjata wygląda dla mnie inaczej, ale bez problemu rozpoznaję kto ma jakie korzenie. I wierzcie mi, Koreańczycy wybijają się z tłumu jak żaden inny naród.

Ale po 3,5 roku spędzonych w Azji, mam problem... z rozróżnianiem osób pochodzenia "zachodniego". Większość panów to po prostu osoby o kwadratowych rysach twarzy, brązowych włosach, wielkich nosach i głęboko osadzonych oczach. Panie zawsze wyglądają mi na Australijki. I wiem, że to tylko iluzja wynikająca z faktu, że bywają tygodnie, gdzie poza moim mężem, nie widuję osób z rasy białej.

Myślę, że warto zdawać sobie sprawę z tego, jakie figle płata nam nasza własna percepcja. To, że dla Europejczyka wszyscy Azjaci wyglądają tak samo, oznacza również, że dla Azjatów każdy Europejczyk wygląda tak samo :P. I co śmieszniejsze, obie grupy są święcie przekonane, że Ci drudzy nie powinni mieć problemu z odróżnianiem - przecież każdy w ramach własnej grupy ma wrażenie, że wszyscy wyglądają tak diametralnie różnie ;p.

środa, 28 marca 2012

Krem przeciw starzeniu, czy krem przeciwzmarszczkowy?

Gdy miałam 22 lata i na mej twarzy pojawiła się pierwsza zmarszczka, popędziłam do sklepu niczym struś pędziwiatr w poszukiwaniu czegoś, co nie dość, że istniejącą zmarszczkę usunie, to jeszcze zapobiegnie kolejnym.

Ale przy półce sklepowej ze strusia przeistoczyłam się w wombata, bo stojąc z zagubioną miną, doszłam do wniosku, że chyba coś takiego nie istnieje, bo jedyne, co znalazłam na półkach sklepowych, to kremy nawilżające dla nastolatek i treściwe kremy przeciwzmarszczkowe zalecane dla osób po 30 roku życia. Tak, jakby kobiety w wieku 22 lat nie potrzebowały kosmetyków T_T.

Gdy przyjechałam do Singapuru czekał mnie jeszcze większy szok - okazało się, że tu funkcjonuje cała osobna nisza kremów "przeciw starzeniu" - czyli takich, które małe, początkujące zmarszczki wygładzą i zahamują, jak i opóźnią inne procesy starzenia.

To nie są typowe "kosmetyki przeciwzmarszczkowe", ale właśnie przeciw starzeniu. Niestety, w Polsce (jak i na całym zachodzie) oba typy kosmetyków - leczące zmarszczki i opóźniające procesy starzenia wrzuca się do jednego worka, potęgując wrażenie, że kwestiami starzenia skóry powinny się zajmować tylko osoby, których twarz jest już naznaczona zmarszczkami.

Więc co można znaleźć w takich kosmetykach przeciw starzeniu?

- Kwas hialuronowy - doskonale nadaje się dla nawet młodej cery. Dlaczego? Ponieważ pomaga uzupełnić ubytki w nawilżeniu skóry, ale nie da się go przedawkować. Nie zaburza on naturalnego stanu skóry, jest lekki i niezatykający, więc nadaje się dla każdego rodzaju cery.

Ale kwas kwasowi nierówny. Kiedyś byłam przekonana, że ten cały kwas to pic na wodę, bo nie czułam żadnej różnicy, obojętnie czy go używałam, czy nie... Dopóki nie trafiłam na kosmetyki Hada Labo, gdzie kwas jest w wystarczającym stężeniu i o dobrej jakości - naprawdę czuć różnice.



Polski zamiennik: można polować na kosmetyki zawierające kwas w składzie lub zamówić sobie czysty kwas hialuronowy z portali sprzedających składniki kosmetyków.

- ATP, czyli adenozyna - związek chemiczny pobudzający do optymalnego działania nasze komórki skóry. Można go znaleźć w kremach, maseczkach, kremach BB (np Skin79 Hot Pink). To bardzo delikatny składnik, ale u osób, których skóra się ma skłonność do zwalania tempa regeneracji i już straciła jędrność, regularne stosowanie ATP potrafi zdziałać cuda. U osób o jędrnej cerze nie widać różnicy.

Polecany kosmetyk: Bio-Essence krem z ATP.

Polski zamiennik: nie znam; dajcie znać, jeśli upolujecie coś z ATP na polskim rynku.

- Witamina C - witaminy też są ważnym elementem przeciwdziałania procesom starzenia, zwłaszcza witamina C, która doskonale sprawdza się dla młodej skóry. W kremach do użytku zewnętrznego delikatnie złuszcza, pobudza metabolizm komórek skóry, przyspiesza procesy regeneracji oraz nadaje cerze blask i zdrowie.

Polecane produkty: Body Shop seria z witaminą C (lub razem z witaminą E).

- Przeciwutleniacze - odgrywają kluczową rolę w zapobieganiu procesom starzenia. Zazwyczaj bogate są w nie produkty zawierające wyciągi z jagód, granatu czy zielonej herbaty.

Polecany produkt: seria produktów Ginvera z zieloną herbatą
Zamiennik: "Zrób-To-Sam" domowa maseczka z wyciągu z zielonej herbaty, dieta bogata w owoce jak jagody, truskawki, żurawinę czy granat.

Oczywiście jest też wiele innych składników, jak kwasy czy retinoidy; jednak te w Singapurze cieszą się małym zainteresowaniem, które, podejrzewam, łączy się z niesprzyjającym dla takich kuracji słonecznym klimatem.

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia filtrów przeciwsłonecznych, ale zostawmy ją na osobną notkę w przyszłości :).

Jakie znacie kosmetyki na polskim rynku, które pasowały by do kategorii "przeciwstarzeniowej"?

czwartek, 22 marca 2012

Sekret wiecznie młodych Azjatek - różnica w filozofii dbania o siebie

Wyobraźcie sobie gumkę do włosów - teraz mentalnie tą gumkę naciągnijcie i załóżmy, że owa gumka w tym stanie naciągnięcia pozostaje przez godziny, miesiące, lata...

Z czasem gumka zacznie tracić swoją elastyczność, stanie się krucha i rozciągnięta. A gdyby naszym celem było utrzymać ową gumkę w stanie jak największej elastyczności? Są dwa sposoby - albo uniknąć jej naciągnięcia, albo wyciąć z niej kawałek po tym, jak już się naciągnie.

A teraz wyobraźcie sobie, że owa gumka reprezentuje naszą skórę, która przez lata ulega prawom grawitacji, naciąga się przy pracy mięśni i przy innych okazjach. Tak jak w przypadku gumki do włosów, tak i w przypadku skóry mamy dwa podejścia - możemy albo nie dopuścić do utraty elastyczności, albo przywracać ją poprzez zabiegi chirurgiczne.

Te dwie opcje reprezentują również fundamentalne różnice w azjatyckim i europejskim podejściu do kwestii starzenia. O ile Azjatki od najmłodszych lat mają świadomość potrzeby dbania o skórę i zachowania jej elastyczności, to niektóre Polki na odwrót - często nie tkną kremu przeciwdziałającemu starzeniu, póki ich skóra nie ulegnie już procesom starzenia. Problem polega na tym, że zmarszczki są nieodwracalne - są to zmiany na poziomie struktury skóry. Kremy i zabiegi kosmetyczne mogą już tylko i wyłącznie ukrywać zmarszczkę, ale ona będzie już na zawsze.

Szczerze mówiąc, do tego wpisu przymierzałam się od miesięcy i wiem, że będzie ciężko. Kwestia starzenia skóry obrosła w Polsce grubą powłoczką uprzedzeń, uniemożliwiających swobodny dialog. Jednak kiedy widzę zdjęcia moich koleżanek z Polski i patrzę na moje azjatyckie koleżanki, mogę powiedzieć jedno: dla tego, jak szybko się starzejemy, są alternatywy. Gdybym nie widziała na własne oczy, to bym nie uwierzyła.

Vivian Hsu - 37 lat

Wbrew pozorom nie jest to kwestia genów - to nie jest tak, że każdy Azjata wygląda na wiecznie młodego i ma promienną pozbawioną zmarszczek cerę do 40. Wcale nie tak trudno znaleźć osoby, które wyglądają na swój wiek (jak nie więcej) i widać po nich, że o cerę nie dbają, albo nie robią tego wystarczająco.

Wierzę, że wiele Polek może skorzystać z dobrodziejstw azjatyckiej filozofii zapobiegania  starzeniu. Sama jestem tego dowodem: pochodzę z rodziny, gdzie większość kobiet bardzo szybko traciło młodzieńczy urok cery. Moja skóra też ma takie predyspozycje, a na dodatek jest sucha i blada. Są to dwa czynniki, które przyspieszają starzenie, ale dzięki temu, że zdążyłam na czas się nią zaopiekować, jest w doskonałym stanie (jak na moje potrzeby ;)) 
*

40sto letnia Queenie :)

Jednak wiem, że wiele osób będzie miało opory przed akceptacją "azjatyckiej filozofii przeciw starzeniu" przez panujący w Polsce mit, że jeśli przedwcześnie dbamy o skórę pod kątem starzenia, to skóra jak na złość, zemści się i połamie w zmarszczki. Zakładam, że jest to koncept "rozleniwienia" cery, którą wiele Polek próbuje hartować przez używanie tylko kremów nawilżających do 25 roku życia. Ale to tak, jakby mówić, że mycie zębów je "rozleniwi", albo, że lepiej tyć i przechodzić potem na drastyczne diety, aby ciało zahartować w traceniu wagi.

Czasem się zastanawiam, skąd w Polsce u wielu osób wzięło się to silne przekonanie, że od kosmetyków typu "anti-ageing" skóra się starzeje? Widzę dwa wyjścia. Pierwsze, to mit "koleżanki". Każdy słyszał pewnie zatrważającą historię "koleżanki", która zrujnowała sobie twarz, sięgając po kremy przeciwzmarszczkowe. I wcale nie zakładam, że ta historia musi być nieprawdziwa - całkiem możliwe, że młoda osoba sięgnęła po nieodpowiednie dla siebie kosmetyki i zniszczyła sobie cerę. Ale taka historia może się zdarzyć z wieloma typami kosmetyków i trzeba wziąć pod uwagę wiele innych czynników: jakie predyspozycje ku starzeniu cery miała "koleżanka", czy sięgnęła po odpowiednie kosmetyki, czy ich nie nadużyła (osoby młode o jędrnej cerze czasami oczekują, że krem jeszcze bardziej ją ujędrni, kiedy większość kosmetyków może co najwyżej zbliżyć nas do naszego optymalnego stanu).

Drugie wytłumaczenie, to uleganie presji osobom, które w kółko trąbią, że ich mama, babcia czy ciocia to tylko używają szarego mydła i gliceryny, a twarz pozostaje bez jednej nawet maleńkiej zmarszczki. Nie ukrywajmy, czasami zdarzają się zwycięscy na loterii genetycznej, ale to co działa dla nich, nie musi działać dla innych.

Inna kwestia, to wieczna słowna przepychanka o to, czy w ogóle warto podejmować walkę z nieuniknionym starzeniem. Ja na to patrzę tak: dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny i poprawy warunków życia, większość z nas może liczyć na dożycie do 90 roku życia. Czy koniecznie musimy się śpieszyć do tego, aby przez 60 lat patrzyła na nas w lustrze pomarszczona twarz? Nasza kultura od zawsze celebrowała młodość, a skoro przy odrobinie wysiłku możemy sobie dać kilka lat więcej młodzieńczego wyglądu, to czemu nie?

Nie zapominajmy też o temacie tak zwanego "godnego starzenia". Zdecydowanie nie namawiam nikogo do próby zwalczania upływu czasu, ani tym bardziej odwracania go i dążenia do wyglądu nastolatki za wszelką cenę. Nie na tym polega azjatycka filozofia przeciwdziałania starzeniu! Chodzi o coś wręcz przeciwnego - o dbanie o swoje ciało i zachowanie jego witalności jak najdłużej, więc nawet kiedy osiągniemy już poczciwy wiek, będziemy po prostu ładnie starzy ;)

W ciągu najbliższych tygodni chciałabym Wam zaprezentować kilka artykułów związanych z azjatyckimi sposobami przeciwdziałania starzeniu skóry. Możecie się spodziewać między innymi:

- Jakich substancji szukać w kosmetykach, które mają nie dopuścić do zestarzenia się cery?
- Dlaczego SPF nie wystarcza, czyli jak opóźnić starzenie cery o 90%?
- Odmładzający masaż i ćwiczenia twarzy.
- Rekomendacje dla nastolatek - jak zacząć dbać o cerę w stylu azjatyckim?
- Przegląd kosmetyków na rynku azjatyckim dla młodych kobiet.
- Co dodać do swojej diety, aby zadbać o cerę

Dajcie mi znać, co myślicie na ten temat :)

środa, 21 marca 2012

O mojej antypatii do kremu "Bee Bee" Garniera :P

Nie ukrywam, pałam do tak zwanego kremu "BB" Garniera ogromną antypatią. Dlaczego? Bo taki bubel kosmetyczny może zrobić tylko jedno - zniszczyć dobre imię prawdziwych kremów BB! :p


Dlaczego mówię, że krem Garniera nie jest prawdziwym kremem BB? Ponieważ nie ma cech, które oryginalnie rozsławiły ten typ kosmetyku. Po pierwsze, krem BB musi mieć ekstrakty i składniki pielęgnujące - tych krem Garniera ma niesamowicie mało (jeśli w ogóle je ma...). Co więcej, na 5 miejscu w składzie znajduje się Alkohol Denaturat - składnik, który w pierwszych tygodniach używania poprawi stan cery (zwłaszcza u osób borykających się z trądzikiem), ale w dłuższej perspektywie powoduje przyspieszanie procesów starzenia i podrażnienia.

Po drugie, nie ma filtrów przeciwsłonecznych! Cóż za krem BB nie ma filtrów przeciwsłonecznych?!

Po trzecie sama jakość kremu jest nijaka... Wyciskamy na skórę i wyłazi śluzowate "coś", po czym zasycha do suchej warstewki. Co mnie kompletnie zraziło, to że krem siedzi na skórze, pigment jest bardzo widoczny, ale z drugiej strony wcale nie kryje. Widać też smugi po nałożeniu, krem potrafi się zrolować i po kilku minutach zaczyna mocno ciemnieć. Mówię na podstawie testów na własnej skórze - nie kupiłam pełnej wersji, ale udało mi się dorwać kilkukrotnie tester i za każdym razem było tak samo.

Kosmetyk ten może się spodobać osobom, które preferują podkłady albo mają specyficzne wymagania, ale z klasycznymi kremami BB ma niewiele wspólnego. Oto właściwie mam największy żal do producenta, że sprzedaje właściwie może i ciekawy produkt pod kompletnie nieadekwatną nazwą.

Prawdziwy krem BB stapia się ze skórą, nie widać pigmentu - nie będzie się rolował, ponieważ idealnie wnika w skórę. Chyba jest to moją ulubioną cechą kremów BB - to, jak idealnie siedzą na cerze, jak nie trzeba się martwic o ścieranie, ważenie czy ciemnienie.

Także nie, nie uważam, że warto wydawać nawet 15 PLN na ten krem. Uważam, że lepiej trochę odłożyć i zainwestować w prawdziwy krem BB - najlepiej koreański klasyk. Albo po prostu kupić jakiś fajny podkład.

Nie bądź owcą, nie kupuj tego kremu Bee Bee :P

poniedziałek, 19 marca 2012

Idealny uśmiech... według Koreańczyków

W każdym miejscu na świecie jest coś, co uważa się za urocze. A to urocze dołeczki w policzkach, a to piegi, a to krzywe zęby (Japonia D:), itd.

W Korei za bardzo urocze uchodzi, gdy u osoby, która się uśmiecha, oczy zaciskają się w kształt łukowaty - wygięty do góry. Coś w stylu:




Czy wam też kojarzy się z tym?

Szkoda, że jak ja się uśmiecham to wychodzi:
Miłego poniedziałku! ;)

sobota, 17 marca 2012

Bez podkładu, kremu BB czy pudru... a wygląda idealnie?

Wiem z doświadczenia, że na tym blogu nie da się powiedzieć jednego złego słowa o wybielaniu przebarwień ze skóry, żeby nie zostać zalanym masą komentarzy, wychwalających piękno i urok piegów.

Ale... zawsze jest jakieś "ale" :P. Po pierwsze nie każda kropka na twarzy to pieg - często zamiast uroczych piegów na skórze pojawiają się szarawe, nieregularne przebarwienia, rozlewające się po brodzie oraz policzkach. O ile jestem w stanie docenić urok piegów, to przebarwienia nie zawsze wyglądają dobrze i zdrowo.

Po drugie, skoro piegi są takie piękne, to czemu większość kobiet szuka mocno kryjących podkładów i kremów BB? ;p Często poza zakrywaniem niespodzianek jak pryszcze czy blizny, chodzi o uzyskanie ładnego, równego kolorytu, którego nie da się uzyskać, jeśli twarz jest zasiana piegami.

Popatrzcie na zdjęcia poniżej:

To nie jest zasługa retuszu zdjęcia. Efekt wygląda prawie jak demonstracja działania kremu BB lub innego podkładu. Ale na mojej twarzy w obu przypadkach nie ma ani grama kosmetyków :P. Przez wyrównanie kolorytu i wytłumienie ciemnego koloru przebarwień, moja cera wygląda jak w makijażu.

Zero makijażu, zero retuszu. Po prostu skóra.

Jak udało się osiągnąć taki efekt? Poza stosowaniem wielu azjatyckich kosmetyków (SK II, Hada Labo, Skin Food i absolutnie rygorystyczne nakładanie kremu przeciwsłonecznego) przebarwienia wywabiłam laserowo. 

Zabieg, z którego korzystam, nazywa się "spectra peel" i składa się na niego naświetlanie twarzy w kilku sesjach różnymi wariantami lasera. Dodatkowo częścią usługi jest punktowe "wypalanie" co ciemniejszych piegów.



No makeup.


Efekt laserowania "spectra" jest bardzo podobny do kuracji kwasami, ale bez zaczerwienień i łuszczenia tygodniami. Podczas wizyty w salonie kosmetycznym, na oczyszczoną twarz nakładana jest specjalna pasta węglowa, po czym następuje laserowanie. Laser powoduje złuszczenie górnych warstw skóry i naskórek przylepia się do pasty węglowej - dlatego po wyjściu z gabinetu nie ma się na twarzy skórek czy łusek odchodzących od twarzy.

Dodatkowo laser wpływa na głębsze warstwy cery. Podgrzewa włókna kolagenu, pobudzając je, dając w efekcie delikatną poprawę napięcia cery (ale moim zdaniem dużo słabszą niż można uzyskać zabiegiem "radio-frequency"). Laser dodatkowo rozbija melaninę i po dłuższym stosowaniu można zauważyć blaknięcie przebarwień. Niestety, zauważalne efekty widać dopiero po kilku zabiegach.

Obecnie jestem już po 3 i mam wykupione kolejne 3 sesje... i nie mogę się doczekać :). Zabieg jest bezbolesny, szybki, zaczerwienienie schodzi w kilka godzin, a efekt na skórze jest doskonały. Mogę spokojnie chodzić bez makijażu (jedynie trochę kremu BB pod oczy) i wyglądam jakbym na całej twarzy użyła kosmetyku :). Największą wadą zabiegu jest cena... Nie wiem, ile kosztuje w Polsce, ale w Singapurze usługa ta jest dosyć droga...

Ktoś korzystał z tego zabiegu lub podobnego? Jakie są Wasze metody uzyskania cery tak perfekcyjnej, że wygląda jak po użyciu podkładu czy kremu BB, ale bez grama takowych?

poniedziałek, 12 marca 2012

Warto odwiedzić w Singapurze: Mustafa Centre

Życie w Singapurze toczy się wokół centrów handlowych - gigantycznych klimatyzowanych molochów, budowanych w sercach dużych dzielnic. Po jakimś czasie wielkość tych budowli przestaje robić wrażenie - większość i tak zawsze zapchana jest sklepami tych samych marek, tymi samymi butikami i miejscami usług. Nudy.

Ale jest jeden legendarny dom handlowy, który każdy turysta odwiedzający Singapur powinien odwiedzić - Mustafa Centre. Jeden ze starszych centrów handlowych, słynie z dwóch rzeczy: rozmiaru oraz ogromu sprzedawanych towarów.



Sklep naprawdę przyprawia o zawrót głowy - piętro za piętrem zapchane gęsto ustawionymi półkami, zapchanymi po brzegi różnościami z całego świata, do tego tłum o każdej godzinie (mimo, że Mustafa otwarty jest 24h na dobę).

Na półkach upolujemy egzotyczne i mniej egzotyczne różności. Bardziej zadziwia ilość marek - np. 3 alejki z różnymi herbatami, albo 2 alejki cukierków "krówko-podobnych":


Mąki ze zboża, mąki z ciecierzycy, hinduskie chlebki i inne wypieki, tańsze i droższe marki. Na innych piętrach tekstylia i ubrania, na innym tania biżuteria, gdzie indziej sprzęt AGD, walizki, itd. Produkty z różnych stron świata. Jest np. półka z produktami z Turcji (można znaleźć kilka rodzajów lokum, baklave, kawę turecką):

video


Mnie do Mustafy przyciągnęła perspektywa zapolowania na kosmetyki do pielęgnacji włosów. Nie wiedziałam do końca czego się spodziewać, więc dwie półki załadowane różnego rodzaju olejkami i odżywkami od razu przyciągnęły moją uwagę. Ceny BARDZO niskie: od 2 do 5 SGD. Szok! 


Na innej półce znalazłam hennę, albo coś co przynajmniej się nią wydawało. Niestety na wielu produktach brak dokładnych opisów :(. Efekty mojego zakupowego szaleństwa ;) :

Jeśli będziecie kiedykolwiek w Singapurze, polecam późnym wieczorem odwiedzić Mustafę i zapolować na egzotyczne różności :3

sobota, 10 marca 2012

Włosy dłuższe 3 cm w miesiąc

Minął miesiąc odkąd zaczęłam używać codziennie Kaminomoto i czas na małe podsumowanie ;)


Włosy urosły łącznie ponad 3cm na moim kontrolnym pasemku, które miesiąc temu było pomiędzy 28 a 29 cm (czyli średnio 28.5), wszystkie włosy przekroczyły już 31 cm i zbliżają się do 32.

Wszystkie moje "baby hair" zaczęły też ładnie rosnąć i się wzmacniać, przez co moje kwadratowe czoło stało się bardziej okrągłe (tak ma być!).


Zauważyłam też, że włosy są mniej przyklapnięte i mój przedziałek nie jest już taki szeroki. Same zalety? Prawie ;). Ciemny odrost trochę przygnębia ;). Zazwyczaj moje włosy same zdążał się od słońca rozjaśnić, zanim muszę znowu sięgać po farbę.

Mam zamiar kontynuować z Kaminomoto, może nie codziennie, aby uniknąć codziennego mycia... Ale na pewno kilka razy w tygodniu. Jest to jeden z tych produktów, które naprawdę polubiłam i dziwię się, że więcej osób się nim nie zachwyca. Choć z drugiej strony, aby zobaczyć rezultaty, trzeba umieć być bardzo systematycznym i cierpliwym.

Mam zamiar teraz dodatkowo zacząć pielęgnować włosy różnymi ziołowymi cudeńkami z Indii :). Już wkrótce wpis i filmik na ich temat :)

wtorek, 6 marca 2012

Mania luksusu... czyli o markowych torbach i drogich gadżetach w Singapurze

Kto mieszka za granicą i ma kontakt z mniejszością azjatycką, na pewno zauważył, że koleżanki z Azji nawet w młodym wieku noszą często na ramieniu markowe torby - czasami jest to Coach, czasami Kate Spade, ale najbardziej pożądane są marki Gucci, Prada, a najbardziej Chanel.

 Z Balenciaga "City"

Gdy przyjechałam do Singapuru apetyt Azjatów na markowe dobra był dla mnie co najmniej zaskakujący. Obojętnie od wieku czy zarobków, posiadanie markowej torby, portfela czy najnowszego iPhona, iPada, aparatu "lustrzanki", itp. to w Singapurze absolutny mus. Ale co mnie dziwiło to to, że przeznaczenie równowartości swojej dwumiesięcznej pensji na drogi gadżet czy torbę wcale nie znaczyło, że osoba poza tym ubiera się jakoś szczególnie luksusowo, czy żyje dostatnim życiem. Wręcz przeciwnie - często wydatek na torbę oznaczał, że reszta stroju złożona będzie z upolowanych w online'owych sklepikach poliestrowych kreacji.

LV

Azjaci kochają jednak swoje gadżety, błyskotki i markowe produkty. Panowie pokazywać będą najnowszy telefon, aparat, czy kosztowne spinki do mankietów. Panie z dumą będą nosić swoją markową torebkę, czy eksponować buty ze sławną czerwoną podeszwą.

Osobiście nie jestem wielką fanką takich rzeczy... Żyjąc w Polsce miałam jakieś tam pojęcie, że są firmy jak Prada czy Chanel, ale ich ciuchy czy torebki nie istniały w moim świecie. Nie zauważyłam też, aby moje koleżanki na studiach kiedykolwiek ekscytowały się markowym portfelem, czy drogimi butami. Chyba więc figlem losu jest fakt, że obecnie pracuję w firmie sprzedającej w Singapurze luksusowe torebki i inne markowe dobra ;).

I jako "osoba z branży" powiem Wam, że apetyt Azjatów na właśnie markowe torebki jest OGROMNY. Już 16-sto latki ostrzą sobie zęby na swoją pierwszą torebkę Coach'a, panie zaś preferują Pradę czy Gucciego, a ten kogo stać szarpnie się na Chanel czy Celine. Panowie (całkiem spory rynek!) kupują Pradę, Dior Homme, Burberry... I wszechobecny Luis Vuitton.

Co ciekawe, wszystkie te produkty w Azji kosztują przynajmniej 30-40% więcej niż w Europie czy Stanach. Mimo to, ludzie ich prawdziwie pożądają.

Ale każdy chce czegoś innego. Dla Chińczyków to, że mogą "nosić się" bogato, jest formą wyrazu ich zamiłowania do "prosperity" - ogólnego pojęcia dobrobytu, powodzenia i statusu życiowego. Dla większości chińskiej posiadanie takich dóbr to mus. Moi koledzy i koleżanki z tej właśnie grupy często oszczędzają cały rok, aby potem przed Chińskim Nowym Rokiem zafundować sobie taką właśnie luksusową wyprawkę, choćby to miał być tylko portfel czy kieszonka na wizytówki z wymarzonej marki. Panie zaś oczekują od panów podarunku w formie luksusowej torebki (i co ciekawe... potem też oczekują, że wybranek będzie dla nich tą torebkę zawsze nosił, nawet jeśli jest to mała fikuśna torebeczka ;)).

Dla mniejszości pochodzenia malajsko-indonezyjskiego luksusowe marki mają inne znaczenie. To sposób pokazania się, a dla pań ubierających się na co dzień skromnie i zgodnie z tradycją muzułmańską, luksusowa torba to jedyne wyraziste akcesorium, na które mogą sobie pozwolić.

 Gucci

Pragnienie posiadania czegoś luksusowego jest wśród Singapurczyków naprawdę silne. To obsesja! Ci, których nie stać nawet na najtańszą markową torebkę, polować będą na portfel.. albo i gumowe klapki. Chyba tyle gumowych klapek z Prady, ile jest w Singapurze nie ma nigdzie indziej na świecie ;).

Choć dalej nie do końca pojmuję żądzę posiadania dóbr luksusowych, ciężko jest mi całkiem się od tego dociąć ze względu na pracę ;). Po 13 miesiącach pracy w biurze, gdzie większość moich koleżanek ma już solidną kolekcję markowych zdobyczy, ugięłam się i zainwestowałam w swoją pierwszą Pradę i torebkę Coach. Trochę rozumiem teraz to wszystko lepiej... Azjaci wyczuleni na dobra luksusowe zawsze zauważą, że na moim ramieniu wisi równowartość ich pensji (mimo, że akurat ja mogłam kupić ze specjalną zniżką ale ciiiiiiii ;)). W Singapurze gdzie wszystko jest drogie, taka oznaka "mogę sobie pozwolić" to jednak zauważalny przekaz społeczny.


Ale bańka pryska, jak człowiek zda sobie sprawę, że nawet mając szafę z 20 torebkami i tak nie oznacza to, że stać go na kupno mieszkania czy samochodu. Taka jest właśnie śmieszna singapurska rzeczywistość, gdzie jedyne drogie rzeczy, do których można aspirować to torebki, portfele i zegarki. Wszystko inne, co dla choćby Europejczyków jest dobrem powszechnym, jest poza zasięgiem śmiertelnika.

A jak jest z Wami? Czy macie zamiłowanie do luksusowych torebek i innych dodatków? Czy dostrzegacie wartość markowych akcesoriów?

P.S. Jeśli chcecie sprawić komuś w Azji naprawdę wyjątkowy prezent... kupcie mu coś z Prady. Na pewno to doceni!

sobota, 3 marca 2012

W hijabie też ładnie, czyli pierwsze zakupy z PopLook

Ostatnio wspominałam o tym, jak noszą się Hinduski. Może więc czas trochę napisać o tym, jak ubierają się lokalne Muzułmanki, a raczej dziewczyny z malajsko-muzułmańskich kręgów.

A noszą się BARDZO kobieco! Trochę to wbrew intuicji, bo przecież tą kulturę kojarzymy ze strojami zakrywającymi kobiety od stóp do głów, ale nie oznacza to, że w takich strojach nie da się wyglądać super uroczo i emanować kobiecością.

Lokalne Muzułmanki ubierają się na kilka sposobów. Są takie panie, które mimo swej wiary i przynależności etnicznej noszą się tak, jak ich chińskie koleżanki - czyli nieraz bardzo śmiało. Dziewczyny z bardziej konserwatywnych kręgów wybierają w zasadzie dwa typy strojów. Pierwszy to tunika lub luźna bluzka + legginsy, drugi to bardziej zakrywające, luźne suknie + sweterek czy żakiet.

Dla mnie źródłem inspiracji na temat takich strojów jest malajski sklep online ThePopLook, który w swej ofercie ma wiele sukienek, spodni i bluzek, które doskonale wpasowują się w styl malajskich Muzułmanek. Poniżej kilka zdjęć "pożyczonych" z ich strony FB:






Jak widać na powyższych zdjęciach, mimo że same stroje wyglądają raczej konserwatywnie, nierzadko do nich dobierane są bardziej stylowe dodatki: eleganckie torebki i paski, stylowe naszyjniki czy okulary.

Więcej inspiracyjnych zdjęć z tej samej strony poniżej:









Ponieważ styl ten bardzo mi się podoba - uważam, że jest uroczy, wygodny i odpowiedni na wiele okazji, sama skusiłam się na zakupy w PopLook i zamówiłam dwie długie sukienki. Moja próba rekreacji tego stylu w jednej z nich:

Niestety obie sukienki zniszczyły się w praniu :(. Nie było na nich metek, więc wyprałam je w 40 stopniach, w czego rezultacie obie straciły około 15 cm długości i na chwile obecną są na mnie  wiele za krótkie... nawet w oryginalnej długości były "na styk". Napisałam do the PopLook maila z pytaniem co się stało, ale w odpowiedzi dostałam informacje, że ich ciuchy prać trzeba na zimno :(. Szkoda, szkoda... nie wiem czy skuszę się na kolejny zakup, bo nie mam głowy do zabawy w pranie ręcznie czy na zimno. Ale sukienki zaraz po kupieniu były zachwycające.

A co Wy myślicie o takim stylu?
Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.

Posty, które moga Cie zainteresowac

Related Posts with Thumbnails