Jak stworzyć własne ćwiczenia twarzy? O co w nich naprawdę chodzi?


Temat ćwiczeń twarzy pojawiał się na tym blogu wielokrotnie, ale też w ostatnich latach sama idea ćwiczeń staje się coraz bardziej popularna. Ćwiczenia twarzy są bardzo ważne dla wielotkankowego podejścia do procesów starzenia, więc oczywiście, musimy je tu omówić. Szczegółowo.


Bardzo szczegółowo ;).

Teoria 


Pisałam i mówiłam o tym wielokrotnie, ale myślę, że warto się powtórzyć: mięśnie naszej twarzy są absolutnie wyjątkowe.

Mięśnie na ciele przyczepione są do kości. Mięśnie twarzy przyczepione są do kości, ale czasami też tylko do siebie nawzajem i skóry. Na przykład mięsień okrężny ust jest przyczepiony tylko do innych mięśni i skóry.

Mięśnie na ciele działają w duetach: gdy jeden mięsień się kurczy, w konsekwencji rozciąga inni. Mięśnie naszej twarzy działają niezależnie. Wiele z nich musi być w stanie się rozkurczyć bez pomocy innych mięśni, tak jak mięśnie oczu czy czoła, które polegają na swojej własnej sprawności i grawitacji, by się rozkurczyć.

Dodatkowo, skóra twarzy jest intensywnie związana z mięśniami. Skóra na całym naszym ciele oddaje mniej więcej kształt leżących pod nią tkanek, ale na twarzy ten proces jest dużo wyraźniejszy. Najdrobniejsze drgnięcie mięśnia twarzy jest odwzorowywane na skórze - jest to podstawą naszej bardzo złożonej i pełnej niuansów mimiki.


Mięśnie naszej twarzy zmieniają się równie intensywnie jak nasza skóra. Z czasem nasza mimika stabilizuje się w zestaw preferowanych ruchów - mamy swoje "miny", które praktykujemy na co dzień. Jednak często nie wystarczą one, by utrzymać twarz w pełnej sprawności, tak jak zwykłe funkcjonowanie nie da nam sprawnego fizycznie ciała, mimo, że gdy byliśmy młodzi codzienne aktywności zazwyczaj wystarczały, by nasze ciała były sprawne.

Objawy słabnących mięśni to:
- Zmarszczki na czole
- "Kurze łapki"
- Opadające policzki i pogłębiająca się bruzdy nosowo-ustne
- Zmarszczki na brodzie i opadające kąciki ust

Teoria praktyki


Ćwiczenie mięśni twarzy oznacza wyjście ponad naszą naturalną mimikę. Gdy ćwiczymy nasze ciało, wybieramy ćwiczenia, które zmuszają konkretne grupy mięśni do zaciskania się. By wzmocnić mięśnie, ćwiczymy z dodatkowymi obciążeniami, by wywołać więcej mikro-uszkodzeń, które nasze ciało później zreperuje, dodatkowo rozbudowując przy tym tkankę mięśniową.

Jednak dla twarzy nie wystarczy zaciskanie mięśni. Ćwiczenia muszą obejmować zarówno zaciśnięcie mięśni, jak i praktykę ich rozciągnięcia! Jest to bardzo ważne, ponieważ, jak pisałam powyżej, kurczenie i rozciąganie, które są tak naturalne dla innych mięśni naszego ciało, nie są zagwarantowane dla mięśni twarzy.

Dlatego większość guru ćwiczeń twarzy będzie dla każdej grupy mięśni proponować dwa oddzielne ćwiczenia - jedno, które zaciska konkretną grupę mięśni, i drugie, które te mięśnie rozciąga. Na przykład Fumiko od FaceYogaMethod oferuje dla policzków różne ćwiczenia: w jednym zaciska mięśnie policzków, ciągnąc kąciki ust w górę i zmuszając je do intensywnego ścisku, a w drugim naciąga twarz w geście przypominającym wymawianie litery "U/O", by intensywnie rozciągnąć te same mięśnie, które intensywnie zaciskała za pierwszym razem.

Fumiko z TheFaceYogaMethod

Dla mięśni oczu, ćwiczenia w ich zaciskaniu, często mają na celu... ich rozciągnięcie. Ponieważ mięsień okrężny oka jest bardzo podatny na trwałe zaciśnięcie się, aby go rozciągnąć, często przytrzymuje się go palcami, delikatnie rozciągając, po czym pogłębia się owo rozciągnięcie przez świadome zaciśnięcie mięśni.

Dlaczego guru ćwiczeń robią takie śmieszne miny? Czyli problemy z praktyką ćwiczeń


Teoria praktyki brzmi logicznie - ćwiczymy mięśnie, by odbudować ich sprawność. Jest jednak pewien problem. Ćwiczenia często wyginają naszą twarz w ekstremalne i nienaturalne miny. Zawieszona na mięśniach skóra rozciągana jest przy okazji ćwiczeń. Jeśli skóra jest super elastyczna, nie jest to problem. Jednak większość z nas rozpocznie ćwiczenia w wieku, gdy nasza skóra nie jest już wystarczająco elastyczna, by znieść takie naciąganie i wyginanie.


By minimalizować owo wyginanie i naciąganie, guru ćwiczeń intensywnie kombinują, jak ułożyć, przytrzymać czy uchwycić skórę podczas ćwiczeń. Stąd dziwne miny czy przytrzymywanie twarzy.

Inna trudna sprawa...


... o której w kontekście ćwiczeń się dużo nie mówi, to że ćwiczenia bardzo wyostrzają rysy. Jasne, może jakaś tam zmarszczka stanie się płytsza, ale efektem ubocznym ćwiczeń może być nadmierne rozbudowanie niektórych części twarzy, czasami w sposób, który nie będzie nam ostatecznie odpowiadał. Jest to ogromnym zagrożeniem zwłaszcza dla twarzy naturalnie chudych.

Inną jeszcze sprawą jest pojawienie się "efektu ściągacza". Część mięśni naszej twarzy (zwłaszcza policzków) jest nadmiernie naciągniętych. Gdy zaczynamy je ćwiczyć, mięśnie potrafią się sporo skurczyć. Jednak zawieszona na nich skóra nie ma tak silnego bodźca, by się skurczyć i jej nadmiar zaczyna leżeć pofałdowany na naszej twarzy, tak jak nadmiar materiału fałduje się, gdy zaciągniemy ściągacz.

Oczywiście liczni guru ćwiczeń, którzy zarabiają na przekonywaniu ludzi, że ćwiczenia są w 100% bezpieczne, nigdy się do tego nie przyznają. Ćwiczenia twarzy wiążą się z ryzykiem i mają swe mroczne strony. Dlatego nie są dla każdego. Dlatego trzeba je praktykować z ogromną dozą ostrożności. Trzeba umieć przerwać praktykę, jak tylko pojawi się cień szansy, że zmiany na twarzy nie idą w pożądanym kierunku.

Jak stworzyć własne ćwiczenia?


Choć można korzystać z gotowców, prawda jest taka, że każdy z nas może spróbować wymyślić dla swojej twarzy ćwiczenia, które go interesują. Jeśli przyjrzysz się systemom ćwiczeń twarzy, wszystkie z nich przechodzą przez kolejne mięśnie twarzy, oferując ćwiczenia, które je zaciskają i rozkurczają. Głównym zadaniem guru ćwiczeń jest wymyślenie odpowiednich chwytów chroniących skórę przed nadmiernym naciąganiem i wyginaniem.

Powiedzmy, na przykład, że masz problem z opadającymi w dół kącikami ust. Przestudiuj anatomię twarzy i zastanów się, jakie mięśnie i tkanki są w to zaangażowane. W tym przypadku, problemy mogą być po części spowodowane naciskiem na usta ze strony policzków, ale też tym, że mięśnie w brodzie czasami mają problem z poprawnym rozkurczaniem się. Dlatego niektórzy próbują wstrzykiwać w nie botoks, co przekreśla szanse tych mięśni na naturalne funkcjonowanie..

Możesz więc spróbować ćwiczeń, które skorygują te mięśnie, które ciągną kąciki ust w dół. Pierwszy krok to ćwiczenia zaciskające - tu nie ma zbyt wiele miejsca na kombinowanie: zaciskasz mięśnie w grymasie ciągnącym kąciki w dół. Patrzysz w lustro, czy nie wygina to skóry w niebezpieczny i niesymetryczny z obu stron sposób. Jeśli pojawiają się głębokie fałdy, musisz poszukać sposobu na ich zniwelowanie. Tu zrobisz to albo poprzez podtrzymanie skóry, albo przyciskając palce w miejscach, gdzie skóra się marszczy. Możesz spróbować uchylić usta. Możesz spróbować przyłożyć palce do brody. Wszystko zależy od Twoich potrzeb. Powtarzasz ćwiczenie kilka razy, za każdym razem przytrzymując skurcz kilka sekund.

Drugi krok, to rozciągnięcie tych mięśni. Tutaj masz kilka opcji. Możesz otworzyć usta, zacisnąć je, jakbyś mówiła literę "O", po czym próbować "zawinąć" wargi za zęby, tak jakbyś chciała je schować. Spowoduje to intensywne rozciągnięcie mięśni na brodzie oraz policzków.


Możesz też wybrać inne ćwiczenie, jak zaciśnięcie ust i rozciągnięcie mięśnia od wewnątrz, naciskając na niego językiem. Ta opcja nie wymaga zaciskania ust w pomarszczony krążek, więc jest przyjaźniejsza dla osób, które boją się o zmarszczki na ustach. Może być jednak odrobinę trudniejsza do wykonania. Możesz też nabrać w usta powietrza i "wypchać" nim okolice brody i dolnych zębów, by rozciągnąć ten obszar.

Oczywiście cały czas obserwujesz, czy skóra nie marszczy się w niepożądany sposób, dopasowujesz, przytrzymujesz, itd.

Kończysz sesję delikatnym masażem mięśni, by w pełni je zrelaksować i przywrócić naturalne napięcie twarzy. Polecałabym tu serum, które będzie zawierało coś delikatnie rozkurczającego (acetylhexapeptide-8), oraz oligopetydy (EFG) i inne, pielęgnujące i uelastyczniające skłandiki.

Oczywiście, łatwiej stworzyć ćwiczenia dla mięśni policzków i brody, niż dla oczu czy czoła, gdzie nie ma prostych sposobów na ich rozciąganie. Ale te obszary można masować lub wykonywać ćwiczenia z obciążeniem w postaci odpowiedniego chwytu.

Wady i zalety


Zdecydowaną zaletą tworzenia własnych ćwiczeń jest możliwość dopasowania chwytów przytrzymujących do potrzeb własnej twarzy. Nasze twarze mają to do siebie, że wyginają się w bardzo zindywidualizowany sposób i żadna książka czy filmik z "gotowcami" nie są w stanie dać uniwersalnych instrukcji dla każdego.

Wada to zdecydowanie to, że trzeba doskonale rozumieć związki między problemami twarzy, a konkretnymi mięśniami. Nie wystarczy kierować się własną intuicją i czasem trzeba sięgać do źródeł naukowych, by zapoznać się z prawidłowo przedstawioną strukturą twarzy, by dowiedzieć się który mięsień ćwiczyć, aby wpłynąć na ten czy inny problem. Nie mówię, że jest to łatwe i mimo, że sama w tym temacie poruszam się od lat, co chwilę dowiaduję się czegoś nowego.

Jak wspominałam powyżej, trzeba też czasem umieć odpuścić, spróbować czegoś innego, poeksperymentować z intensywnością i cały czas obserwować, czy zmiany idą w dobrym kierunku.


Anti-aging oczu - wielotkankowe podejście do procesów starzenia



Podobno nikt nie czyta już na sieci długich artykułów... Wszystko ma być krótkie, zwięzłe i nie dłuższe niż jeden ekran. Tutaj jednak będziemy łamać te zasady. Jeśli podoba Ci się taka forma artykułów, zbierających masę informacji w jednym miejscu, Twój "lajk" czy podzielenie się tym wpisem na mediach społecznościowych dadzą mi znak, żeby pisać więcej w ten sposób..

****

Problemem ze współczesnym podejściem do starzenia jest nadmierne skupianie się na kwestiach skóry. Skórę widzimy, więc łatwo jest skoncentrować się tylko na niej. Jednak dbanie wyłącznie o skórę jest nieskuteczne.

Rozwiązaniem jest zmiana podejścia - zamiast skupiać się na skórze, warto zacząć patrzeć na starzenie się obszaru oczu jako process wielotkankowy, obejmujący nie tylko zmiany skóry, ale również tkanek leżących pod nią.

Spis treści:

I. Zrozumieć anatomię oka: wielotkankowe podejście do problemu starzenia
II. Zmarszczki pod oczami
III. "Kurze łapki" czyli zmarszczki w zewnętrznych kącikach oczu
IV. Worki, since i cienie pod oczami
V. Tymczasowe worki pod oczami
VI. Worki pod oczami
VII. Cienie pod oczami
VIII. Since pod oczami - anatomia
IX. Rodzaje sinców pod oczami
X. Prewencja
XI. Jak dbam o skórę oczu

I. Zrozumieć anatomię oka: wielotkankowe podejście do problemu starzenia


Obszar w okół oka składa się z wielu tkanek: 
1. Skóra - pierwsza,najbardziej zewnętrzna warstwa i zarazem bardzo unikatowa. Skóra oka jest z natury bardzo cienka - ma jedynie około 1 - 2 mm. Na skórę składa się leżąca na sieci naczynek krwionośnych warstwa skóry właściwej oraz produkowanego przez nią naskórka (zwana również warstwą rogową). Oba elementy są relatywnie cienkie - jest tu więc mniej miejsca na bogatą sieć kolagenu i elastyny, oraz większa podatność na utratę nawilżenia.



2. Warstewka podskórnego tłuszczu - zaraz pod skórą znajduje się bardzo cieniutka warstwa tłuszczu podskórnego. W niektórych miejscach naszego ciała ta warstwa jest grubsza, ale pod okiem jest ona relatywnie cienka. 

3. Mięsień okalający oko - to wyjątkowy mięsień poprzetykany masą innych mięśni odpowadających za zamykanie i otwieranie naszych powiek. Mięsień okalający oczy podobny jest w swojej naturze do mięśni naszych ust - tworzy specyficzny krążek, który zmniejsza się, gdy się zaciska.

4. Przegroda oczodołowa - specjalna warstwa tkanki łącznej, która tworzy bazę dla mięśni oka, oraz "trzyma" nasze gałki oczne oraz leżące za nią tkanki w miejscu.


5. Poduszeczki tłuszczu - za przegrodą oczodołową mamy umieszczoną poduszeczkę tłuszczu zaraz pod okiem ("intraorbital fat").


II. Zmarszczki pod oczami


Zmarszczki są wbrew pozorom bardzo skomplikowane w swej naturze. Za elastyczność naszej cery odpowiadają dwa czynniki - elastyczna siatka kolagenu i elastyny w skórze pozwala jej się wyginać oraz naciągać, zaś dostatek poziomów nawilżenia działa niczym dodatkowy amortyzator.

Gdy poziomy nawilżenia są niewystarczające, lub siatka kolagenu i elastyny jest zbyt słaba, by wytrzymać stres ciągłego wyginania i naciągania, dochodzi do zmian w jej strukturze - powstaje zapadnięcie, dolina, która z czasem się pogłębia i zapada, a wraz z nią, leżąca na niej struktura skóry właściwej i naskórka.

Ponieważ skóra oka jest cienka, z natury będzie mieć mniej miejsca na grubą siatkę kolagenu i elastyny, oraz będzie bardziej podatna na przesuszanie (tak jak cieńszy materiał wysycha szybciej niż gruby). Jednocześnie skóra dookoła oczu bardzo ciężko pracuje - naciąga się i wygina przy okazji naszych codziennych aktywności. Nic dziwnego więc, że tak szybko można zaobserwować na niej powstanie zmarszczek.

Miejscem, gdzie powstają zmarszczki w pierwszej kolejności jest granica pomiędzy skórą oczu i policzka, oraz skóra bezpośrednio pod dolną powieką. Gruba skóra policzka "uderza" w skórę oka, gdy się uśmiechamy, czy wykonujemy jakikolwiek gest, który podciąga policzki w górę. Policzek naciska na obszar pod okiem ale też rozciąga go w dół. Każde mrugnięcie ciągnie skórę i zmusza ją do pracy.


Najlepszą strategią jest więc zapewnić skórze w tym miejscu bogactwo kolagenu i elastyny, jak i zadbać o poziomy nawilżenia.

Jakie składniki kosmetyczne warto rozważyć?

- EGF (zwane też oligopeptydami) - to naturalnie występujące w naszej skórze substancje, które komunikują naszym fibroblastom (wewnętrzne "fabryki" kolagenu), by produkowały kolagen. Ponieważ produkcja kolagenu i elastyny zwalnia z wiekiem, dodatkowy EGF przypomni skórze, by nie zwalniać i utrzymać optymalny poziom elastyczności. EGF motywuje też nasze komórki do szybszej produkcji nowego naskórka, więc pomaga chronić przed utratą poziomów nawilżenia.

Jest wiele kosmetyków zawierających EGF, ale ja polecałabym tu kurację płatkami Petitfee - wymagają one około 2 miesięcznej kuracji, ale efekty są naprawdę warte zachodu. Ewentualnie nakładać można w newralgiczne okolice maseczkę całonocną Sidmool.


- Kolagen do spożywania - podobnie jak EGF, kolagen do spożywania motywuje nasze ciało do optymalnej produkcji kolagenu, więc naturalnie zwiększa elastyczność skóry. Spożywanie kolagenu ma udokumentowany naukowo pozytywny wpływ na zmarszczki pod oczami.
Efekt kuracji kolagenem do spożywania na zmarszczki pod oczami
Polecam tu kolagen firmy Avalon - jest wysoko-przyswajalny, ponieważ ma wyjątkowo małe cząsteczki. Miałam okazję rozmawiać z twórcami tej marki i ich determinacja, by tworzyć jedynie najlepsze produkty była prawdziwie imponująca.


Ważne jest też zdać sobie sprawę, że promienie słoneczne rozkładają kolagen. Filtry przeciwsłoneczne trochę pomagają, ale nic nie zastąpi unikania stania bezpośrednio w promieniach słońca, zwłaszcza w godzinach popołudniowych. Okulary, kapelusz z rondem, parasolka i przede wszystkim dobre nawyki słoneczne są lepsze niż jakiekolwiek kosmetyki.

III. "Kurze łapki" czyli zmarszczki w zewnętrznych kącikach oczu


Zmarszczki powstają tam, gdzie stres wyginania i naciągania narusza leżącą w skórze siatkę kolagenu. W regionie pod okiem, nacisk wywierany jest głównie naturalną mimiką twarzy - częściowo ten nacisk widać też w zewnętrznych kącikach oczu, które zaginają się w wiele zmarszczek, gdy się uśmiechamy.

Ale istnieją też zmarszczki, które powstają gdy mrużymy oczy. Wiele z nas ma nawyk mrużenia oczu, często bezwiedny. Skóra oczu leży na krążku mięśni i gdy zaciskamy mięśnie, zmniejszają one swoją powierzchnię, więc "nadmiarowa" skóra leżąca na nich, wygina się w sieć fałdek.

Gdy skóra jest elastyczna, takie wyginanie nie jest problemem i skóra powinna bez problemu wracać zawsze do swojego oryginalnego kształtu. Jeśli nie jest elastyczna, połamie się jednak i powstaną zmarszczki - na początku płytkie i ledwo widoczne, jednak z czasem pogłębiające się. Jeśli problemem jest elastyczność, polecam te same kosmetyki co w poprzednim podrozdziale.

Jeśli jednak chodzi o ten obszar oczu, dochodzi problem mięśni - nasze mięśnie twarzy są wyjątkowe. Nie tylko bywają przytwierdzone do siebie nawzajem i skóry (kiedy mięśnie ciała przytwierdzone są zawsze do kości), ale też nie działają w tandemach mięśni rozkurczających i zaciskających. Gdy chcemy rozciągnąć biceps, zaciskamy triceps i vice versa. Jednak dla mięśni twarzy, muszą one często polegać na grawitacji oraz swojej własnej sprawności, by się rozkurczyć.

Nie mamy w twarzy mięśni, które rozciągnęłyby zaciśnięty krążek mięśni oczu - dlatego zdarza się z czasem, że owe mięśnie przestają się rozkurczać, więc zawieszona na nich skóra pozostaje permanentnie wygięta w drobne fałdy, co z czasem powoduje uszkodzenie leżącej w skórze siatki kolagenu.



Ostrzyknięcie botoksem pozbawia mięsień możliwości zaciskania się. Niestety, choć daje to wizualny efekt rozciągnięcia leżącej na mięśniu skóry, nie jest to w żadnym wypadku rozwiązaniem problemu, wręcz przeciwnie! Nieużywany mięsień stanie się jeszcze mniej sprawny i problem tylko się pogłębi. Botoks odbiera nam szanse na zdrowe i sprawne mięśnie twarzy.

Lepszym rozwiązaniem jest przywrócenie mięśniom ich naturalnej sprawności - delikatne "przypominanie" by się rozkurczyły. Można to osiągnąć poprzez delikatne masaże lub nakładany powierzchniowo środek rozkurczający , lub połączenie obu tych manewrów.


Jako kosmetyk, polecam tu serum Sidmool rozkurczające - zawiera odbudowujący elastyczność skóry EGF, oraz dawkę delikatnie rozkurczającego Acetylhexapeptide-8, który w przeciwieństwie do botoksu, działa bardzo łagodnie oraz umożliwia dalsze używanie mięśni.

IV. Worki, since i cienie pod oczami

Temat worków, sinców i cieni pod oczami jest bardzo trudny do omówienia, ponieważ to trzy różne problemy, a jednak większość osób stosuje wszystkie terminy zamiennie, często nieumiejętnie komunikując z czym tak na dobrą sprawę mają problem. Ustalmy więc, że:

- Worek pod okiem to wypukłość w rejonie pod okiem
- Siniec to niebieskawy lub fioletowawy obszar skóry pod okiem
- Cień to cień rzucany przez wypukłość pod okiem lub pojawiający się jako konsekwencja zapadnięcia się obszaru pod okiem.

Worki rzucają cienie, ale cienie to nie to samo co since pod oczami.  Każda z tych przypadłości jest trochę inna w swej naturze. 

V. Tymczasowe worki pod oczami


Myślę, że można zaryzykować stwierdzeniem, że każdy z nas doświadczył tego typu worków pod oczami. Budzimy się rano i widzimy w lustrze zapuchnięte oczy. Opuchlizna mija po kilku godzinach, lub kilku dniach. Można ją zwalczyć okładem (ciepłym lub zimnym), masażem, czasami kremem. 

Przyczyny takich tymczasowych worków bywają różne: alergie, zła pozycja spania, problemy z gospodarką wodną w organizmie. Czasami jest to objaw innych problemów zdrowotnych, o których może nawet nie wiemy.

Ponieważ powody tych problemów są tak różne, potrzeba też różnych rozwiązań. Można spróbować spać z podgłówkiem, można spróbować diety roślinnej (wiele osób chwali za pozytywny wpływ takowej na gospodarkę wodną organizmu), można rozejrzeć się, co potencjalnie podrażnia oczy, itp. 

Większość dostępnych na rynku kremów pod oczy obiecujących redukcję worków pod oczami pomaga na ten typ worków, zwłaszcza kosmetyki zawierające wyciąg z oczaru. Niestety na kolejny typ nie mają absolutnie wpływu....

VI. Worki pod oczami

Są worki, które znikają, są też te, które zostają z nami, obojętnie jak bardzo jesteśmy wypoczęte. Worki, których nie ruszy żaden krem, ani okład. Czasami mają postać delikatnej wypukłości, czasami są bardzo wyraźne, ale to co je łączy, to ich permanentna natura.

Worki pod oczami powstają gdy leżące pod przegrodą oczodołową poduszeczki tłuszczu zaczynają się wybrzuszać. Proces ten ma dwa aspekty: pierwszy to naciąganie się przegrody oczodołowej, drugi to zmiany w strukturze poduszeczek tłuszczowych. Nasza twarz posiada wiele różnych poduszeczek tłuszczowych i wszystkie z nich z czasem zmieniają swój kształt - stają się mniejsze, ale jednocześnie bardziej rozciągnięte i wystające.
Po lewej przekrój twarzy osoby młodej, po prawej przekrój na którym widać objawy starzenia w postaci uwypuklenia się poduszeczki tłuszczu
Naciąganie się przegrody oczodołowej może być kwestią czasu, ale może być też spowodowane nagłą traumą (np. wypadek samochodowy), który nadwyręża ją ponad jej elastyczność. Czasami dochodzi do przerwania powierzchni przegrody i przepukliny, gdzie poduszeczka tłuszczu wylewa się przez przegrodą i pod mięsień.

Większość osób walczy z workami pod oczami sięgając po kremy, mylnie wierząc, że problem leży w zbyt luźnej skórze, która nie "trzyma" tkanek pod okiem we właściwym miejscu. Jest to bardzo nieskuteczne podejście - nasza skóra nie jest gorsetem dla twarzy! Jest w najlepszym wypadku dopasowanym ubraniem.

Więc jak zarządzać workami pod oczami? Ponieważ problem dotyczy wielu tkanek, potrzebne jest wielotkankowe podejście. Sama skóra nie wystarczy, by przytrzymać w pożądanym miejscu przesuwające się poduszeczki tłuszczu. Ale warto mieć tu też sporą dozę realistycznych oczekiwań - zmiany w tym regionie oczu, które prowadzą do powstania worków pod oczami, są w pewnym sensie "naturalne", nie są objawem konkretnych zaniedbań z naszej strony. Możemy próbować na nie wpływać, ale warto umieć też znaleźć w tym wszystkim umiar.

Więc od czego zacząć? Znowu z pomocą przyjdą kosmetyki z EGF, które mają naukowo udowodniony pozytywny wpływ na redukcję worków pod oczami. Więc warto zacząć kurację od płatków Petitfee lub maseczki całonocnej z EGF.

Kiedy skóra jest zadbana i elastyczna, można rozważyć opcję ćwiczeń - wzmocniony mięsień okrężny oka powinien być w stanie zaoferować dodatkowe wsparcie dla struktur tkanek dookoła oka. Jednak ćwiczenia oczu to bardzo ryzykowny pomysł, ponieważ wywiera dodatkowy nacisk na kruchą skórę oczu. Poza masażami pokazanymi w tym filmiku, można dołożyć ćwiczenie, gdzie kładziemy palce w geście litery "V" na kąciki oczu i zaciskamy oczy na kilka sekund, wymuszając na mięśniach intensywny skurcz. Ćwiczenie powtarzamy kilka razy.



Można też próbować delikatnie wypełnić obszar na granicy policzka i worka "wypełniaczem bez wstrzykiwania" - jest to kosmetyczne rozwiązanie, które ukrywa problem, ale naturalne wypełniacze działają bardzo łagodnie, nie ma ryzyka, że się przesuną czy rozciągną skórę. Można też spróbować masaży twarzy, które podnoszą policzek - np. masaż nr. 12 z książki "Chirurgia pastyczna w Twoich rękach".

VII. Cienie pod oczami

Cienie pod oczami są czasami rzucane przez worek pod okiem, czasami przez "dolinę łez". O tym jak poradzić sobie z "doliną łez" pisałam w tym wpisie, zaś jeśli chodzi o worki, są opisane w podrozdziale powyżej.

VIII. Since pod oczami


Since to bardzo trudny temat - głównie dlatego, że żyjemy w kulturze, która absolutnie wyklęła sińce pod oczami. Obecny makijaż tak wybiela obszar pod okiem, że twarze praktycznie świecą własnym światłem w tym obszarze!

Sęk w tym, że pewien stopień zsinienia skóry nie jest objawem niczego złego, jest wynikiem naturalnej anatomii tkanek tego obszaru. Skóra w okół oczu jest z natury cieńsza, ale tak jak skóra na całym ciele wymaga system naczynek krwionośnych, które będą dostarczać jej komórkom niezbędnego tlenu i substancji odżywczych. Bogata sieć naczynek ciągnie się zaraz pod warstwą skóry, zaś drobne naczynia włosowate wchodzą głęboko w skórę, podchodząc pod sam naskórek. Choć w owych naczyniach krąży czerwona krew, refrakcja światła daje wrażenie, że skóra owe naczynka krwionośne mają niebieskawy kolor.


Chciałabym tu coś wyjaśnić. Ostatnio coraz częściej widzę krążące po sieci informacje, o rzekomym zabiegu "odsuwania" naczynek krwionośnych od skóry, w celu zmniejszenia sińców pod oczami, poprzez wstrzykiwanie sobie wypełniaczy w obszar oczu. Chciałabym bardzo intensywnie podkreślić, że nie da się oddzielić, odsunąć czy w jakikolwiek sposób odseparować naczynek krwionośnych od skóry - naczynka krwionośne są potrzebne skórze do ŻYCIA. To one dostarczają komórką skóry tlen i niezbędne substancje! Nie da się wcisnąć jakiegoś wypełniacza pomiędzy naczynka i skórę - naczynka są W skórze i są dla niej niezbędne.

Zresztą ... wypełniacze w regionie oczu wciska się POD mięsień - skóra w tym regionie jest zbyt cienka, by wstrzykiwać wypełniacze bezpośrednio pod nią, bo byłoby zbyt duże ryzyko, że porobią się nierówności, lub wstrzyknięty wypełniacz zacznie się przesuwać, albo wywoła nie pożądaną reakcję. Moim zdaniem wstrzykiwanie sobie czegokolwiek, biorąc pod uwagę, że jest to coś, z czym nasz organizm walczy, jak z chorobą, jest głupotą, ale to tylko moja opinia.

Ale skąd w takim razie informacje, jakoby zabieg wstrzyknięcia pomógł komuś na jego sińce? Prawdopodobnie jest to efekt redukcji cienia pod okiem, więc skóra wygląda inaczej. A że większość osób traktuje terminy "sińca" i "cienia pod okiem" zamiennie, o dezinformacje nie trudno....

IX. Rodzaje sińców pod oczami


Jak pisałam powyżej, pewna doza zsinienia pod okiem nie jest niczym złym czy nienormalnym, a jedynie konsekwencją anatomii naszej twarzy. Jednak stopień zsinienia naszych oczu może się zmieniać na różne sposoby.

Niebieskawe since są zazwyczaj objawem braku snu i zmęczenia - gdy nie wypoczywamy wystarczająco nasza skóra nie nadąża z regeneracją i naturalnym nawadnianiem. Dobry krem nawilżający, preferowalnie ze składnikami jak kwas hialuronowy i wyciąg z ginkgo biloba mogą pomóc, choć pewnie lepiej byłoby się po prostu zdrzemnąć ;).

Czerwonawe sinienie może być objawem cienienia skóry, więc znowu pojawia się opcja skorzystania z kosmetyków z EGF.

Z wiekiem pod okiem może się pojawić żółtawy w tonie siniec, o niezdrowym kolorycie - może to być objaw nie tylko zmian w skórze, ale też słabnącej funkcji nerek, osłabionego krążenia itp. Kosmetyki mające pozytywny wpływ na krążenie, to np. te  ginkgo biloba, wyciągiem ze skórek cytrusowych (witamina C + hesperydyna), można się też pokusić o coś z oczarem. Okazjonalny masaż w stylu masażu Tanaka może pomóc odprowadzić z twarzy nadmiar limfy.

Poza sińcami,  czasami przyczyną zmiany koloru skóry dookoła oczu jest problem nadmiernej pigmentacji. Skóra ciemnieje, ponieważ nasze własne komórki produkujące melaninę, nadmiernie się uaktywniają w tym konkretnym regionie. Jest to często kwestia genetycznej predyspozycji. W efekcie może dojść do generalnego ściemnienia skóry lub pojawienia się plam.


Aby dowiedzieć się więcej na temat mechaniki działania pigmentów w naszej skórze oraz metod ograniczania nadmiernej produkcji melaniny, zapraszam do tego wpisu.

Ale myślę, że przede wszystkim warto przemyśleć naszą zbiorową obsesję na punkcie ekstremalnego wybielania obszaru pod okiem.... Jest granica między dbaniem o siebie, a zwalczaniem swojej anatomii i jeśli chodzi o since pod oczami, mam wrażenie, że często o tej granicy zapominamy.

X. Prewencja

Prewencyjnie można stosować proste techniki relaksacji oraz okazjonalne ćwiczenia, ale przedewszystkim warto utrzymać cerę w optymalnym stanie

Składniki, których warto szukać


  1. Witamina E i witamina C - dobre w każdym wieku, pełnią głównie funkcję ochronną.
  2. Witamina B3 (polecany!) - zapobiega nadmiernej pigmentacji oraz przed utratą poziomównawilęznenia
  3. Astaksantyna - przeciwutleniacz, który delikatnie ogranicza nadmierną produkcję melaniny
  4. Wyciągi z glonów - nawilżają i promują produkcję kolagenu
  5. Kolagen - galaretka kolagenowa dobrze nawilża i jest alternatywą dla parafiny, itp.
  6. Ekstrakt z ginkgo biloba - poproawia krążenie
  7. Oczar (polecany!) - redukuje opuchliznę
  8. Ekstrakt skórki cytrusowej (polecane!) - zawiera wzmacniającą naczynka krwionośne hesperydynę oraz dobroczynną witaminę C
  9. Ekstrakt zielonej herbaty - chyba jeden z najbardziej lubianych i często używanych naturalnych przeciwutleniaczy.

XI. Jak ja dbam o skórę oczu?

Skóra oka to trochę taka moja duma i "oczko w głowie" - bardzo lubię fakt, że udaje mi się ją utrzymać w relatywnie dobrym stanie. Mam delikatny siniec w wewnętrznych kącikach oczu, ale nie przeszkadza mi jakoś szczególnie. Mam też zarys formujących się worków pod oczami, zaś pod prawym okiem zarys doliny łez, ale od lat udaje mi się utrzymać je w tym stanie.

Ma bezmakijażowa, 32-letnia facjata
Nie stosuję osobnego kremu pod oczy. Spożywam regularnie kolagen Avalon (saszetka codziennie, lub co drugi dzień), co kilka miesięcy funduję sobie kurację płatkami Petitfee, oraz gdy nakładam maseczkę całonocną Sidmool, zawsze staram się ją delikatnie wklepać też w obszar pod oczami. Na co dzień pod oczy nakładam te same kosmetyki, co na resztę twarzy.

Fundamenty mojej pielęgnacji
Na chwilę obecną nie stosuję już rozkurczającego serum Sidmool - kiedyś był moim wielkim sprzymierzeńcem, ale celem tego serum nie jest bycie włączonym w codzienną pielęgnację, tylko kuracja, której celem jest przywrócenie mięśniom ich naturalnej sprawności i to mi się udało. Na chwilę obecną więc wystarczają mi techniki relaksacji mięśni przedstawione w tym filmiku.

***

Podobno nikt nie czyta już na sieci długich artykułów... Wszystko ma być krótkie, zwięzłe i nie dłuższe niż jeden ekran. Tutaj jednak będziemy łamać te zasady. Jeśli podoba Ci się taka forma artykułów, zbierających masę informacji w jednym miejscu, Twój "lajk" czy podzielenie się tym wpisem na mediach społecznościowych, dadzą mi znak, żeby pisać więcej w ten sposób..



"Dolina łez" - jak się jej pozbyć

"Dolina łez" to potoczna nazwa bruzdy, pojawiającej się pomiędzy okiem a policzkiem. Jest o tyle charakterystyczna, że zaczyna się w rejonie wewnętrznego kącika oka, po czym rozwija się prawie jako linia prosta w kierunku naszego policzka.

"Dolina łez" nie jest z natury anomalią. Wiele z nas ma jej delikatny zarys od zawsze. Problem pojawia się, gdy owa dolina nadmiernie się rozwija, zmienia kolor lub staje się na tyle głęboka, że przecina policzek wyraźnym cieniem.

Warto zwrócić uwagę, że nie każda bruzda czy wgłębienie w okolicy oka to automatycznie "dolina łez". U osób, borykających się z problemem worków pod oczami, gdzie przegroda oczodołowa wybrzusza się, albo osób, które zaobserwują, że dochodzi do przepukliny poduszeczki tłuszczowej pod okiem, można również dostrzec pojawienie się zapadnięcia, ciągnącego się pod wybrzuszeniem. Jednak nie jest to klasyczna "dolina łez", a objaw pojawienia się worka pod okiem. Ten problem zostanie omówiony osobno w innym wpisie.

Jest wiele przyczyn powstania "doliny łez", więc nie ma jednego sposobu na rozwiązanie tego problemu. Każda z nas musi indywidualnie ocenić co powoduje pojawienie się i pogłębianie tej zmiany, oraz jaki system najlepiej ją uleczy. 

Generalnie zakłada się, że do powstania doliny łez przyczyniają się następujące czynniki:

1. Ogólna utrata objętości twarzy - ten naturalny proces towarzyszy nam całe życie. W latach nastoletnich pomaga pozbyć się pucułowatości z twarzy. Z czasem jednak ten proces powoduje zaostrzenie naszych rysów i pojawienie się na twarzy różnych bruzd i zapadnięć. Może dojść do ubytku masy kości, podskórnej tkanki tłuszczowej, masy mięśniowej, itp. 


Jak złagodzić ten proces? Moim zdaniem najlepiej zainwestować w naturalne wypełniacze, które motywują naszą podskórną tkankę tłuszczową do namnażania się oraz zwiększenia ilości przechowywanych w komórkach tłuszczowych lipidów. Większe komórki tłuszczowe w konkretnych miejscach przywrócą twarzy jej naturalnie pełny wygląd. W przeciwieństwie do wstrzykiwanych wypełniaczy, nasz własny tłuszcz nie jest usilnie zwalczany przez nasz organizm. Nie wspominając o dużo niższych kosztach kuracji naturalnym wypełniaczem bez wstrzykiwania.

Polecam tu naturalny wypełniacz bez wstrzykiwania firmy BRTC, który nie tylko zawiera Volufiline, czyli czynnik pobudzający produkcję i rozwój tkanki tłuszczowej w miejscu aplikacji, ale zawiera też ujędrniające peptydy oraz nawilżający kwas hialuronowy.


2. Migracja twarzy - poza procesem utraty masy twarzy, innym, który zachodzi całe nasze dorosłe życie, jest powolna wędrówka wszystkich naszych tkanek twarzy w dół. Główną przyczyną jest tutaj oczywiście grawitacja, która powoduje powolne naciąganie się naszych tkanek łącznych, niektórych mięśni twarzy oraz powolną wędrówkę ulokowanych w twarzy poduszeczek z tłuszczem w dół.



Z czasem nasz policzek zaczyna delikatnie ciążyć w dół - objawami tego jest pojawienie się zmarszczki "od uśmiechania" (która wbrew nazwie nie ma nic wspólnego z uśmiechaniem), nasz uśmiech zaś pokazuje mniej górnych zębów, wydłuża się rynienka nosowa. Tam, gdzie masa policzka rozdziela się z obszarem oczodołu manifestuje się "dolina łez".

Na migrację twarzy nie ma jednego, dobrego sposobu. Ale z arsenału różnych narzędzi, polecić mogę masaże twarzy, które delikatnie "upychają" policzek na miejsce, pomagając w ten sposób złagodzić wyrazistość zapadnięcia między skórą oka, a policzka.



Z książki "Chirurgia plastyczna w Twoich rękach" polecałabym masaże 10, 12 i 13. Masaż numer 10 skupia się na podniesieniu dolnej połowy twarzy, dając dobrą podstawę dla podniesienia policzka. Jeśli jednak masz naturalnie szczupłą twarz, lepszym rozwiązaniem jest skupienie się na masażu nr 12 i 13.

3. Mało elastyczna cera - choć za powstanie problemów z "doliną łez" odpowiada głównie to, co dzieje się pod skórą, mało elastyczna i wiotka cera tylko zaostrzy problem. Cera w okolicach oka jest bardzo podatna na utratę elastyczności - jest naturalnie cienka, przez co bardziej podatna na przesuszanie, ciężko pracuje wraz z naszą mimiką i często nie dostaje dostatecznej ochrony przed słońcem. 

Jak o nią dbać? W latach, gdy objawy starzenia nie są jeszcze widoczne, kremy ze stabilną witaminą C lub E są idealnym wyborem. Jeśli skóra już jest zwiotczała, najlepszą inwestycją będą produkty, zawierające czynniki wzrostu skóry, które naturalnie zachęcą naszą cerę do produkcji własnego kolagenu.

Polecam tutaj żelowe płatki Petitfee, nasączone pielęgnującym płynem, wzbogaconym o EGF, podstawowy czynnik wzrostu w walce o bardziej elastyczną skórę. Co ciekawe, EGF aplikowany w regiony oczu nie tylko ujędrnia skórę, ale też łagodzi wyrazistość worków pod oczami (udowodnione w procesie badań klinicznych).



A co z ćwiczeniami?


Dla "doliny łez" kluczową rolę odgrywa mięsień "leviator labii superioris", który przeplata się z mięśniami oka i przyczepiony jest do naszej górnej wargi. To ten mięsień pozwala nam unosić górną wargę w grymasie odsłaniającym kły. To też jeden z mięśni, który bardzo ulega procesowi migracji - z czasem naciąga się i ciąży w dół (wraz z innymi mięśniami policzków, w dużej mierze jest odpowiedzialny za podtrzymanie okrężnych mięśni ust). Podobny los dzieli mięsień, odpowiedzialny za unoszenie naszych kącików ust ku kościom policzkowym. To naciąganie i ciążenie powoduje, że policzek rozdziela się od obszaru oka.


Odpowiedzią na te procesy mogą być ćwiczenia twarzy. Problem z ćwiczeniami jest jednak taki, że bardzo ciężko je wykonać poprawnie i bez ryzyka powyginania skóry w dodatkowe zmarszczki. Choć guru ćwiczeń będą obiecywać super efekty, prawda jest taka, że ćwiczenia to ryzykowna strategia. Na przykład ćwiczenia, uwzględniające podnoszenie górnej wargi, praktycznie gwarantują ogrom nacisku i stresu dla skóry w ramach bruzdy ustnej oraz nad wargą. Dlatego nie jestem ich wielkim zwolennikiem.

Polecam jednak łagodniejszą i naturalniejszą formę ćwiczeń, którą nazwałabym świadomą mimiką. Gdy mówisz lub się uśmiechasz, postaraj się świadomie zaangażować mięśnie policzków, by kąciki ust były maksymalnie i symetrycznie uniesione. Gdy się uśmiechasz, staraj się zaangażować mięśnie policzków i zawsze odsłonić górne zęby. Jeśli efektem będą obolałe i naprężone policzki, zrelaksuj je "dramatycznie" wymawiając literę "O" i przetrzymaj dźwięk przez kilka sekund, starając się oddalić usta od twarzy. Jednak wykonuj to ćwiczenie bardzo delikatnie, ponieważ może ono zintensyfikować zmarszczki dookoła ust.



Dlaczego wstrzykiwanie to zły pomysł?


Moim zdaniem wszystko, co robimy dla twarzy, powinno płynąć z troski i dobrych intencji. Traktując naszą twarz z szacunkiem, będziemy o nią dbać na równi z tym, jak dbamy o zdrowie swoich zębów, oczu, ciała czy włosów. Wstrzykiwanie jednak nie ma nic wspólnego ze zdrowiem czy dbaniem o siebie - to tylko iluzja, która w żaden sposób nie dba o nas, a jedynie napycha kasy salonów medycyny estetycznej. Nasze ciało nie toleruje takich wypełniaczy. Dlatego w typowych gabinetach wstrzykiwane jest trochę więcej substancji - w ciągu pierwszych kilku dni, nasze ciało pozbędzie się nawet do 30% wstrzykniętego wypełniacza. To wskazówka, jak intensywnie nasz organizm broni się przed taką interwencją.

Wypełniacze bez wstrzykiwania zaś działają zgodnie z naszą biologią, dbanie o elastyczność cery nie różni się niczym od dbania o dobrze zmineralizowane szkliwo na zębach. Ale wstrzykiwanie dla zdrowia i dobra naszego ciała nie robi nic.

Realistyczne oczekiwania


Zawsze, gdy dbamy o siebie, warto mieć realistyczne oczekiwania wobec tego, co możemy osiągnąć. Kosmetyki, masaż i ćwiczenia, pomagają naszemu ciału zachować jego optymalną formę, ale nie zbliżą nas do "wyfotoszopowanych" ideałów w mediach. Jeśli zawsze na naszej twarzy gościła łagodna forma doliny łez, czy naprawdę warto na siłę próbować pozbyć się jej całkowicie, wbrew naszym predyspozycjom? Moim zdaniem nie.

Ale dbanie o zdrowie i dobry stan wszystkich tkanek naszej twarzy to, moim zdaniem, dobry pomysł.
Jeśli śledzicie moją działalność w innych miejscach niż sam blog, pewnie wiecie, że od wielu miesięcy bardzo męczy mnie fakt, że zrobił się tutaj taki bałagan. Format bloga jednak chyba nie jest odpowiedni dla typu treści, które chciałam Wam przedstawić. Jest tu ogrom wiedzy, to prawda, ale wszystko jest zabałaganione, że nawet ja sama mam problemy z odnalezieniem interesujacych mnie tekstów. Dlatego chwilowo nic nie piszę.

Jeśli interesują Was azjatyckie kosmetyki, to zapraszam na AzjatyckiBazar.com, gdzie kontynuję swoją misję przedstawiania Wam interesujących produktów z Azji :). 

PS. Wiem, że krążą plotki, że niby jestem w ciąży,  mam depresję, raka i chowam się po operacji plastycznej. Nie, nie jestem w ciąży, nie mam depresji, nie mam raka, ani nie chowam się po operacji plastycznej. Całą swoją energię skupiam obecnie na Azjatyckim Bazarze.

Porozmawiajmy o podróbkach... z trochę innej strony.


Zanim zaczniemy wpis o podróbkach, chciałabym zaprosić was do wzięcia udziału w pewnej opowieści. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w niewielkim miasteczku, w którym jest 5 piekarni. Wszystkie piekarnie, choć mają różne szyldy, kupują swoje wypieki w jednej mega-piekarni. Ceny mają podobne, choć piekarnia w samym centrum jest bardziej prestiżowa i nalicza kilka złotych więcej za tego samego rogalika, którego możecie kupić w trochę mniej prestiżowej piekarni na peryferiach. Choć piekarnie sprzedają ten sam produkt, naliczają mu różne ceny.

A teraz wyobraźcie sobie, że chcecie to zmienić. Oszczędzacie kapitał startowy, pożyczacie co się da w banku i od rodziny, wynajmujecie lokal, kupujecie szyld i sprzęt piekarniczy. Miesiącami, jeśli nie latami pracujecie nad recepturą na idealny rogalik. Kiedy w końcu stajecie się rogalikowym mistrzem, wiecie, że wasz rogalik jest tak pyszny, tak wyjątkowy i tak delikatny, że żadna mega-piekarnia nigdy nie wyprodukujcie mu równego.


Idziecie dalej - płacicie za kampanie reklamową i nawet zatrudniacie lokalną celebrytkę do występu w kampanii reklamowej na rzecz waszego produktu. Otwieracie stronę internetową, gdzie klienci mogą składać zamówienia on-line na przepyszne produkty. Wysyłacie pudełka swoich rogalików do lokalnych stacji radiowych, redakcji i telewizji, licząc na przychylne słówko dziennikarzy. Wysyłacie swoje rogaliki nawet znanym YouTuberkom ;D. Ponosicie koszty zatrudnienia sprzedawców pracujących w waszym sklepie, płacicie ich pensje i składki. Niestety ogrom ponoszonych przez was kosztów odbija się na cenie rogalików i za jednego w sklepie trzeba zapłacić 10 PLN.

Ale to nie problem, bo sprzedajecie również swoje rogaliki z 2 PLN panu Jackowi, by mógł rozłożyć straganik przed waszym sklepem i sprzedawać wasze rogaliki za 6 PLN.

CHWILA, ŻE CO? Dlaczego miałybyście to robić? 

No właśnie... Przecież poniosłyście wszystkie koszty - od opracowania receptury, utrzymania swojego sklepu, pracowników, strony internetowej, nie mówiąc o kosmicznych kosztach reklamy i PR! Nigdy nie sprzedałybyście swoich rogali jakiemuś panu Jackowi, by sprzedawał je po cenach NIŻSZYCH niż w waszym własnym sklepie. To byłoby nielogiczne dawać mu taką możliwość! Nie jesteście mega-piekarnią, tylko producentem i sprzedawcą zarazem.

Ma sens, czyż nie? A teraz zamieńcie rogaliki na kosmetyki (niekoniecznie koreańskie... pomyślcie o markach jak M.A.C., Urban Decay, Chanel, itp.), a pana Jacka na eBay i zapytajcie się, czy dalej nagle ma to sens?

Wiele osób mylnie zakłada, że marki kosmetyczne jak Skin79, Etude House, Laneige, Holika Holika, itd. są jak opisana w historii "mega-piekarnia", czyli że oferują swoje produkty po cenach hurtowych, zaś dystrybutorzy decydują, po jakich cenach je sprzedają. Niestety tak nie jest. Większość sławnych marek, jest zarówno producentem, jak i dystrybutorem. Sami płacą za produkcję swoich kosmetyków i sami je dystrybuują, ponosząc przy tym koszty utrzymania swoich butików, sklepów on-line oraz kampanii marketingowych.

Koreańskie marki w Polsce


W Polsce jest już kilku dystrybutorów oryginalnych marek azjatyckich, którzy mają podpisane porozumienia z producentami i ich bezpośrednią współpracę. Mamy polską Misshę (missha.com.pl), sklep Myasia.pl jest oficjalnym dystrybutorem Holika Holika i Lioele, sklep AsianStore.pl dzielnie wywalczył prawa do dystrybucji Ginvery, Bio-Essence, BRTC i Mizon. Ale kiedy przyjrzycie się cenom w tych sklepach i tak daleko im do cen na eBay, ponieważ zadaniem oficjalnego dystrybutora nie jest zagrażać biznesowi marki, którą dystrybuuje.

Jest wiele marek, które do re-dystrybucji podchodzą jak do jeża. Choćby Etude House, który wyznaje zasadę "albo nasz własny butik, albo wcale", czy Skin79, który jest BARDZO oporny w nawiązywaniu współprac. Są też marki, które nie redystrybują, bo nikt w ich drużynie nie mówi w języku innym, niż koreański (Sidmool -_-;, wiem, bo czasami do mnie "dzwonią"). Marka My Beauty Diary produkuje tylko dla większych dystrybutorów, jak sieci sklepów typu Sasa i nie są zainteresowani współpracą z nikim mniejszym.

Zawsze się zastanawiam, co dzieje się w głowach osób, które zamawiają produkty na eBay po cenach niższych, niż na przecenie w butiku producenta i zapierają się rękami i nogami, że produkt jest autentyczny. Jakim cudem ów eBayowy sprzedawca nabył go po tak niskiej cenie? Może jeszcze dopłaca do wysyłki? Taki charytatywny i miły z niego człowiek?

Nie mówię, że każdy sprzedawca eBay czy Alegro musi opychać podróbki, bo przecież też może być oficjalnym dystrybutorem, który działa w pełni legalnie i za przyzwoleniem producenta. Ale trzeba się pytać, jak to możliwe, że oferowane ceny są dużo bardziej konkurencyjne niż te na stronach producenta.

Jak odróżnić markę, która pozwala na re-dystrybucję, od takiej, która nie pozwala?


Zasadniczo, jeśli marka ma własne butiki, lub stoiska w ramach domów handlowych, mało prawdopodobnym jest, że odsprzedaje "na boku, po cenach hurtowych" swoje produkty, by te mogły być re-dystrybuowane po eBay'u, Allegro czy innych tego typu platformach po cenach niższych, niż w ich własnych placówkach. Pomyślcie o markach typu M.A.C. czy Urban Decay, a markach jak Nivea czy Eveline. Które z nich znajdziecie na półkach w Tesco czy innego supermarketu?


Jeśli chcecie kupować oryginały, kupujcie u źródeł, czyli samych producentów, u oficjalnych dystrybutorów, lub od sklepów, które się u nich zaopatrują. To nie jest tak, że każda podróbka zrobi wam bajzel na twarzy czy włosach - podróbki często są tworzone z użyciem prostych mikstur niegroźnych substancji, i takie miksy można sobie na kilogramy i wiadra kupić choćby na alibaba.com. Ale wiele firm, które dorobiło się pozycji na rynku, doszło do niej poprzez przemyślane receptury.

Są też marki, które z założenia są markami, które poddają się dystrybucji poprzez hurtownie, itp. Taką marką jest np. Kaminomoto czy Yamano, dlatego na tych produktach często są naklejki z informacją z jakiej hurtowni pochodzą i kto je do danego kraju sprowadził.

Jakie w tym wszystkim jest miejsce Azjatyckiego Bazaru?


Kiedy otwierałam tego bloga, nie chodził mi po głowie plan sprzedaży kosmetyków. Wręcz przeciwnie - sama polecałam Wam sprzedawców na eBaym, którzy cieszą się dużym poważaniem ... do czasu, aż zaczęłam dostawać komentarze, że zakupione przez czytelniczki produkty są jakieś nie takie, jak być powinny. Zaczęłam dostawać prośby, czy w takim razie, skoro jestem w Singapurze czy przy okazji wakacji w Korei, mogłabym zakupić produkt w sklepie i go przesłać. Tak zrodził się Bazar.

Bardzo mnie cieszy każda wiadomość o rosnącej popularności i dostępności koreańskich marek w Polsce czy Europie :D, bo to oznacza możliwość kupowania oryginałów bez stresu i wątpliwości. Oznacza również więcej możliwości i ścieżek w pielęgnacji, tak, że każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie - albo wśród produktów ze Wschodu, lub z Zachodu, które mają rożne podejścia do wielu spraw.

Ja zaś dalej testować dla Was będę kosmetyki i jeśli mi się spodobają, trafią na Bazar i będę je dla Was kupować i Wam je przekazywać. Bazar jest tycim przedsięwzięciem, którym zajmuję się dwa wieczory w tygodniu, więc nie aspiruję do rangi dystrybutora i nigdy nie będę w stanie zaoferować niskich cen, bo produkty kupuję z marżami sklepowymi :(. Ale mam nadzieję, że będę Wam w stanie oferować zawsze kosmetyki przetestowane i skuteczne :).

Mam nadzieję, że rozważycie argumenty podane w tym wpisie.

Koreańskie sposoby na piękne dłonie

Wiele z Was pytało o wpis w tym temacie. Skupię się tutaj głównie na produktach koreańskich, bo to właśnie rynek koreański ma największy wybór ciekawych i innowacyjnych kremów.

W Korei, gdzie rynek kosmetyczny jest wyjątkowo ciasny i zapchany, firmy muszą ze sobą ostro rywalizować o uwagę klientek i robią to co roku przedstawiając nowe pomysły, nowe składniki, sposoby aplikacji, itp. Prawie zawsze, jeśli wprowadzają nową serię kosmetyków, w kolekcji znajdzie się krem do rąk.

Kremy do rąk


Kremy bywają lepsze i gorsze. Z tych bardziej innowacyjnych miałam kiedyś krem z (moim zdaniem niesłusznie) popularnym SYN-ake, który niby rozkurcza zmarszczki. Nie zauważyłam jednak jakiegoś szczególnego działania na dłonie. Testowałam też krem Holika Holika z ceramidami i ten był bardzo przyzwoity. Zużyłam też wiele tubek kremów do rąk z Dr. G i te są naprawdę dobre.


Ostatnio trafił mi w ręce krem do rąk firmy TheFaceShop, wzbogacony o witaminę C, ekstrakt z jagód i SPF20 (chroni przed powodującymi przebarwienia promieniami UVB) oraz PA++ (chroni przed postarzającymi skórę promieniami UVA). Krem wymaga chwili na wmasowanie i wchłonięcie, ale poza tym sprawuje się świetnie. Biorąc pod uwagę, że promienie słoneczne bardzo niszczą dłonie (przebarwienia, ubytek tkanki tłuszczowej), to jest to fantastyczny pomysł na bardzo słoneczne miesiące.

Maseczki na ręce


Kilka razy kupowałam w Korei rękawiczki-maseczki, wypełnione pielęgnującymi substancjami (czasami można je upolować na Azjatyckim Bazarze, jeśli wpadną mi w ręce). Pomysł na działanie jest podobny jak przy sheet-masks - w foliowych rękawiczkach ukryta jest, nasączona pielęgnującą substancją, ligninowa płachta. Po zdjęciu rękawiczek nie płuczemy rąk, tylko delikatnie wklepujemy pozostałości maseczki w skórę.

Maseczki, które testowałam, przynoszą natychmiastową ulgę, ale nie powiem, żeby efekty w dłuższej perspektywie były jakoś widoczne... 


Inni ciekawy pomysł, to specjalne "naparstki", które działają podobnie jak rękawiczki, ale zakładamy je tylko na paznokcie. Ciekawy pomysł dla osób, borykających się z pożółkłą płytką paznokcia, choć tutaj pewnie trzeba by używać tego produktu bardzo regularnie.

Innowacje


Jakiś czas temu wpadł w moje ręce ciekawy gadżet do parafinowej kuracji paznokci. Kto ma suche i łamliwe paznokcie wie, że przykrycie ich warstwą ciepłej parafiny potrafi przynieść sporo ulgi. Producenci jak It's Skin wypuścili więc na rynek plastikowe kubeczki, wypełnione małą porcją parafiny. Zalewamy taki kubeczek gorącą wodą, parafina wypływa na wierzch, tworząc grubą warstwę, w której możemy zanurzyć czubki palców. Na kubeczku jest specjalna kropka, która zmienia kolor w zależności od temperatury wody w kubku, więc nie ma ryzyka oparzeń.



Gry parafina się schłodzi, odlewamy nadmiar wody i kubeczek jest gotowy do kolejnego użycia.

Ubytek tkanki tłuszczowej


Jeśli macie tendencje do utraty tkanki tłuszczowej z dłoni, jak zawsze polecam zainteresowanie się wypełniaczami bez wstrzykiwania. Zwłaszcza jeśli dłonie robią się nadmiernie "żylaste".

Zapuchnięte dłonie


W koreańskiej książce z masażami jest specjalny rozdział (masaż nr. 17), poświęcony masażowi dłoni. Jest bardzo przyjemny i relaksujący dla dłoni, pomaga też pozbyć się nadmiernej opuchlizny.


Podsumowując


Rynek koreańskich kosmetyków oferuje spory wybór pomysłowych kremów i gadżetów. Czy są to jednak produkty na tyle unikatowe i wyjątkowe, by ponosić dodatkowy koszt związany z ich importem? Choć na pewno znajdują się pojedyncze produkty warte tej inwestycji, moim zdaniem lepiej ogół owych produktów traktować jako ciekawostki.
Przedstawiane tutaj treści mają jedynie charakter informacyjny. Autor nie ponosi odpowiedzialności za działania czytelników, ani żadne konsekwencje wynikłe z zastosowania podanych tu pomysłów oraz technik. W razie wątpliwości skontaktuj się ze specjalistą.